wtorek, 25 października 2022

Październik z dynią w tle

Kiedyś, jak byłam młodsza, to jakoś nie przepadałam za jesienią. Wydawała mi ciemna, mokra i nieprzyjemna. Teraz z kolei w tych wszystkich cechach odnajduję wiele piękna. To chyba po prostu ten wiek:) Wrzesień, październik, a nawet listopad są bardzo inspirujące i można nich czerpać garściami. Październik to miesiąc, który nieodzownie kojarzy się z dynią. Poniżej pokaże Wam nasze jesienne aktywności z dynią w tle. 

Jeszcze do zeszłego tygodnia w Ogrodzie Botanicznym PAN w Powsinie, można było oglądać ogromne dynie, które zwyciężyły w konkursie. Ich waga robiła wrażenie. Największa 887kg, drugie miejsce 569,5 kg, jednak trzeba przyznać, że ich ciężar wpłynął na kształt. Były mocno przygniecione, jakby miały okropną nadwagę;) Mimo wszystko warto było, bo przy okazji zaliczyliśmy spacer po Ogrodzie, który świecił pustkami, a to wartość dodana i rzadka przyjemność. 



Kolejną aktywnością związaną z dyniami są niezawodne koraliki do prasowania. Moje dzieci lubią, a nawet uwielbiają zabawę tymi koralikami. Tym razem głównym tematem była dynia, chociaż pojawiły się też inne dzieła tematycznie zbliżone z nadchodzącym Halloween. Mali twórcy zadbali o czarownice, duchy i inne stworki. Poniżej galeria postaci wykonanych przez nas w zeszłym tygodniu.

PS. Inspiracje czerpiemy garściami z Pinteresta








Mamy też coroczny zwyczaj drążenia dyni. Bardzo lubimy tę aktywność. W tym roku jeszcze przed nami, ale proszę o to dzieła z poprzednich lat. Pomagam chłopakom, ale też kupiłam takie noże, że w dużej mierze mogą robić pracę sami. 







Jeśli chodzi o aktywności na powietrzu, to wielką popularnością cieszą się teraz farmy dyń. Naszą lokalną farmą jest ta w Powsinie. Pierwszy raz odwiedziliśmy ją w 2016 roku i od tego czasu raz do roku się tam meldujemy. Zmieniło się wszystko, a w szczególności cena, nie mniej jednak raz do roku to nasz "must see". W ostatnim czasie miejsca takie stały się niesamowicie popularne, także unikajcie weekendów, chyba, że na otwarcie lub zamknięcie. Taka moja mała rada.



Jesienne wieczory potrafią się ciągnąć w nieskończoność, dlatego też dobrze mieć jakiś zestaw propozycji, aby młodych, wiecznie żywych młodych ludzi czymś zając. Moje sposoby, to na przykład wyklejanki. Zbieramy dużo liści, które można wykorzystać w najróżniejszy sposób. Między innymi wydrukować szablon dyni udekorować go liśćmi.

                    

Rozmaite sklepy zwane potocznie "zmorami rodziców", także przychodzą z pomocą. I tak na przykład w Tigerze można zakupić ceramiczką dynię do pomalowania. 




Można też zakupić bardzo wiele innych jesiennych gadżetów. Herbata z kubka w kształcie dyni, na pewno poprawi wszystkich humory. 

 

 




*Kamila




poniedziałek, 17 października 2022

Spacery z czarownicą w tle

Przyszedł październik, a wraz z nim (w końcu 😃) piękna, polska jesień. W połowie miesiąca mieliśmy zaplanowany wyjazd w Góry Świętokrzyskie, także pogoda miała dla nas ogromne znaczenie. Pojechaliśmy do Bodzentyna, który jak rzecze Wikipedia, jest węzłem krzyżującym wojewódzkie drogi. 

W samym miasteczku można obejrzeć ruiny zamku biskupów krakowskich. Niestety nie są oświetlone, więc trzeba spieszyć się przed zachodem słońca. Przed ruinami, spisana historia na widocznej poniżej tablicy. 



Bodzentyn to miejsce pełne kontrastów. Z jednej strony inwestycje unijne, z drugiej zapadające się dachy i chałupy. Na pewno nie można narzekać na infrastrukturę. Sklepów rozmaitych nie brak. Najgorszy był jednak zapach/smród/smog. Jesienne wieczory są już całkiem chłodne, więc zaczęło się grzanie i jest to bardzo odczuwalne w powietrzu. Szczęśliwie nasza kwatera mieściła się na wziesieniu i tam można już było wziąć głęboki wdech i nie zakrztusić się powietrzem. 

Plan na pobyt był prosty - odhaczyć okoliczne szczyty. Pierwszego dnia postawiliśmy na trasę dłuższą - ponad 20 kilometrów. Obejmowała ona szlak niebieski prowadzący z naszej kwatery do przystanku zwanego Słupskim Wekslem. Słowo weksel oznaczało w gwarze kolejowej zwrotnicę. Tam rozpoczęła się ścieżka edukacyjna przyrodniczo-kulturowa w kolorze zielonym „Śladem kolejki wąskotorowej". 



Droga prosta bez większych wzniesień. Następnie skręciliśmy na śceżkę czarną by dotrzeć do przełęczy świętego Mikołaja.

Punktem kulminacyjnym była Skała Agaty i najwyższy szczyt Gór Świętokrzyskich czyli Łysica - 614m n.p.m.



To nie był jednak koniec naszych zmagań. Z Łysicy ruszyliśmy w kierunku św. Katarzyny , gdzie nie zagrzaliśmy miejsca. Zaraz po łyknięciu zdrowotnej wody ze źródła św. Franciszka ruszyliśmy w drogę powrotną wiodącą połowicznie szlakiem niebieskiem. Poniżej screen podróży.

Trzeba przyznać, że dzieci były nieziemkso cierpliwe i bardzo dzielnie przeszły ten niełatwy spacer. W nagrodę następnego dnia wycieczka obejmowała już "tylko" około 10 kilometrów i wiodła na Łysą górę, gdzie podobno niegdyś odbywały się regularne spotkania okolicznych czarownic. Dziś czarownic nie ma (no może poza pamiątkowymi magnesami). Na szczycie stoi okazały Kościół, w którym można wspiąć się na wieżę widokową oraz zobaczyć w krypcie grób Michała Korybuta Wiśniowieckiego.





Na Łysą górę ruszyliśmy z parkingu nieopodal wejścia do Świętokrzyskiego Parku Narodowego. Czerwoną ścieżką doszliśmy do szczytu, choć bardziej popularnym szlakiem jest pewnie niebieski szlak. Stamtąd, po obejrzeniu wszystkich atrakcji i wejściu na wieżę widokową ruszyliśmy w dół ścieżką niebieską, która następnie zmieniła się w czarną i potem zieloną - odpowiadającą za drogę kolejki wąskotorowej. W ten sposób zrobiliśmy pętlę - wyszliśmy i wróciliśmy do tego samego miejsca inną trasą. 


To by było na tyle jeśli chodzi o spacery. Ostatniego dnia wybraliśmy się na dwie interesujące atrakcje:

- Rezerwat Gagaty Sołtykowskie, gdzie znajdują się największe zachowany tropy dinozaurów w Polsce.




Tym sposobem przeżyliśmy 3 bardzo intensywne i ciekawe dni. Na pewno nie można było narzekać na nudę :)


Pofikaj z koziołkiem, czyli najnowsza wystawa w Muzeum Karykatury

Styczeń zaczynamy z werwą i nie planujemy się zatrzymywać. W pierwszą sobotę stycznia będąc na zajęciach w Zamku Królewskim postanowiliśmy s...